Koniec z marchewką, zaczął się kij



Prezes LIL

Był już w moim życiu taki moment, kiedy nadchodzący nowy rok nie budził nadziei, bliskość świąt Bożego Narodzenia nie niosła ze sobą radości. Tak było w 1981 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego. Czas zatoczył koło i wróciły po 39 latach te same obawy. Wokół pandemia i panujący chaos. Policja pałuje kobiety na ulicach (w trakcie tzw. marszu wolności, kiedy podpalano mieszkania, kryła się po bramach). Z mównicy sejmowej wicepremier rządu grozi opozycji więzieniem. Co nas czeka? Stan wojenny? Nowy proces brzeski? A może ustawy norymberskie? Chociaż tych ostatnich jako grupa zawodowa już się doczekaliśmy. Skończyły się brawa. Koniec z marchewką, zaczął się kij.

W ciągu 2 tygodni powstały dwie propozycje ustaw, pozwalających każdemu zostać lekarzem lub pielęgniarką w Polsce. Jedynym warunkiem jest pochodzenie spoza Unii Europejskiej. Pierwsza powstała w jakimś dziwnym nowym ministerstwie od techniki i cyfryzacji, druga pod przywództwem posła Latosa (lekarza). Następnie pod wpływem różnych działań Komisja Zdrowia Sejmu 26 listopada (również pod przywództwem wymienionego) odrzuciła te ułatwienia, a następnie 27 odrzuciła odrzucone i wróciła do pierwotnych treści. A należy pamiętać, że jest nieopublikowana ustawa podpisana przez prezydenta. A więc ci, którzy leczą chorych zakażonych niech zapomną o nagrodach, mają leczyć i tyle.

Marchewka będzie dla tych, którzy będą opiekowali się osobami zdrowymi, zakażonymi wirusem (takie są warunki przyjęcia na obiekty propagandowe zwane dla niepoznaki szpitalami tymczasowymi), bo tylko oni będą kierowani przez wojewodę do pracy. Przyznać muszę, że pomyślano o tych, którzy sporo stracili na pandemii, czyli o stomatologach. Będą mogli być kierowani do pracy w zwalczaniu Covid‑19, jak inni lekarze. No i oczywiście zarobić, bo w gabinetach będzie raczej słabo. Dochodzą do mnie już informacje od kolegów, że NFZ obcina kontrakty na rok przyszły, tu 20 proc., gdzie indziej więcej. Reszta specjalistyki ma tak samo. Cichutko za to zrobiło się wokół zarządzenia dyrektora NFZ w sprawie dodatków dla pierwszej linii. Wszyscy powinni dostać je od 1 listopada. To są już jawne, niczym nie zawoalowane próby dzielenia środowiska nie tylko lekarskiego, ale i pozostałych grup białego personelu. Dochodzi do tego lekceważenie potrzeb, brak zarządzania. Przez 9 miesięcy nie zorganizowano żadnego zrozumiałego sposobu funkcjonowania ochrony zdrowia. Nadzieja nie w rządzących, a w wirusie. Może zakaził tyle osób, że nie będzie już miał nic u nas do roboty i pomalutku sobie wygaśnie? Władza odtrąbi sukces, a my zostaniemy poobijani w zadłużonych poradniach i szpitalach z osobami, które nie mówią w naszym języku, a są podobno lekarzami i pielęgniarkami, bo do pracy przyjął je minister na podstawie ustawy, która nie do końca mówi, co z nimi zrobić po pandemii. Et cetera, et cetera, etc…

Leszek Buk
prezes LIL

Archiwum

Archiwum - tematycznie